Kazek

March 5th, 2010

Kazek! Siadajże już – krzyknął do swojego kompana. Na stole stało już wszystko co potrzeba. Chleb, kiełbasa, ogórki no i oczywiście flaszka żytniej, bez której wszystko tutaj nie miałoby przecież sensu i racji bytu. Bez której jakiekolwiek spotkanie nie mogłoby się odbyć. Wódeczka łączyła, spajała i konstytuowała wszystko. Rozmowy, spotkania towarzyskie, uroczystości rodzinne, transakcje handlowe, sukcesy i porażki sportowe. He He He – Władziu, zarechotał Kazek idąc w stronę stołu i dopinając spodnie. Wszystko jak ta lala, ino ognia w kominku brakuje. Władek też się roześmiał obciągając na spodnie przybrudzony, dziurawy sweter. Pora Kaziu na Telesfora – rzucił i uderzył wnętrzem dłoni w dno flaszki. Przeźroczysty płyn zapienił się w środku przez moment. Tak jest Władziu – Poloneza zacząć czas. Polali wódkę do niewysokich szklanek z grubego szkła.

Odeszła

March 5th, 2010

W kominku już dogasał ogień. Żarzyły się jeszcze tylko węgliki gdzieniegdzie. Siedzieli tak już od kilku godzin i sączyli wino. To mówisz, że odeszła, przyjacielu? Tak odeszła od niego po dwudziestu pięciu latach. W ogóle bym się nie spodziewał. Taka porządna rodzina i wyglądało na to, że się kochali. Po dwudziestu pięciu latach… dzieci prawie dorosłe już mają. Opiekować się nimi nie trzeba. No to zostawiła chłopa i wyjechała z innym. Ach, szkoda gadać. Poleję ci jeszcze wina. Napijmy się. W końcu nie widujemy się codziennie, to jak się już człowiek z przyjacielem zejdzie, to warto pogadać choćby do poźna i nawet wina trochę za dużo wypić warto. Tak, widzisz to życie układa się cholernie. Sam nie wiesz chłopie co cię kiedy spotka. Tu choroba, tu śmierć a gdzie indziej rozwód. Mówią, że jak baba zostaje sama, to sobie jeszcze jakoś poradzi, ale chłop to nie… Skąd wiesz, może se jeszcze jakąś przygrucha.
Wątpię.

W domu

March 5th, 2010

W domu jesteśmy. Godzina 18.00. Cała rodzina już w domu.
Mama podaje późny obiad. Ojciec po pracy zmęczony. I babcia, co na kości narzeka. Robi szal na drutach w swoim pokoju. I my – sześcioro dzieci w wieku od szesnastu do czterech lat. Jak się cała rodzina schodzi wieczorem czy po południu, to jest w domu dość głośno, jazgotliwie. No i jest jeszcze pies. Mały czarny kundel o imieniu Dżoker, którego moja siostra znalazła parę lat temu. Włóczył się bezpański, biedny taki i wystraszony. Pamiętam wtedy jego ogromne, ufne i wystraszone oczy. Siostra wzięła go do domu, nakarmiła, dała pić i tak został. W tej chwili to już pełnoprawny członek rodziny. Czujnie pilnuje domu i niepozwoli, żeby ktoś obcy wszedł.
Ojciec w fotelu czyta gazetę. Z telewizora sączą się wiadomości. Dzieci! Mamo! Obiad. Zapraszam do stołu! Woła mama z kuchni

Babcia

March 5th, 2010

Często w domu zostawała z dziećmi babcia. Rodzice rano wychodzą do pracy, albo ojciec wyjeżdża na kilka dni. Mama w pracy do późna, bo jeszcze spotkania, konferencje, narady. A tu w domu drobnica taka – półtoraroczne bliźniaki, czteroletni Piotruś i sześcioletnia Marysia. Złota ta nasza babcia i nieoceniona. I na szczęście mieszka niedaleko. Chwała Bogu jest zawsze pod ręką. Bez niej to ja nie wiem, nie wiem jakby to wszystko wyglądało… Rano już przychodzi o siódmej, dźwiga siaty z zakupami, a ja i tak wiem, że jeszcze zdążyła być na mszy. Dziwię się sama skąd w siedemdziesięcioletniej staruszce tyle sił i zdrowia. Czasami mnie to zawstydza. Ja po pracy, późnym popołudniem to mam ochotę tylko głowę do poduszki przyłożyć i spać. A babcia jeszcze prasuje, tu coś zmywa, pranie wiesza, kwiatki podlewa i zawsze ma jeszcze czas, żeby z Marysią pogadać o tym czy o owym.

Wigilia

March 5th, 2010

W tym roku wigilia w domu. Na szczęście tym razem w domu. Przykre to bardzo dla ciebie i całej rodziny, kiedy wszyscy w ten szczególnie uroczysty dzień siadają do stołu, a ty jesteś nieobecny. Nie ma cię z najbliższymi. Ale niestety tak było przez ostatnie dwie wigilie. Taka praca… I musiałem. Wracałem późno, późno w nocy albo i nawet nad ranem, kiedy cały dom już spał a rano nie wiedziałem jak żonie i moim małym dzieciom spojrzeć w oczy. Przepraszam cię synku. Przytulałem małego rano w kuchni. Tatuś cię bardzo przeprasza, że go nie było wczoraj z wami na wigilii. Ale synku, to już ostatni raz. Następnego roku scenariusz się powtórzył. Praca, no i sytuacja taka, że nie możesz odmówić. Dylemat. Co robić? Znowu zawieść dzieci, żonę czy wypiąć się na pracę i potem mieć wyrzuty? Długo, długo. Może nawet do końca życia.

sam

March 1st, 2010

Przychodzę do domu po pracy. Jak zawsze od dwudziestu lat ok 16.45. Zgrzyta klucz w zamku. Skrzypią drzwi. Przyzwyczaiłem się już do tego, że nikt na mnie nie czeka. Nigdy nie czekał i raczej już czekać nie będzie. Wiele lat temu wybrałem samotność i kroczę tą drogą, jak dotąd konsekwentnie. Lubię przebywać w moim mieszkaniu. Nie chodzę po górach, nie uprawiam sportów, nie przynależę do żadnych kółek, klubów i związków. Kocham moją samotność. Wieczorami, tak jak dziś siadam w pokoju. Ogień w kominku na bukowych szczapach trzaska już spokojnie. Włączam muzykę. Dźwięki płyną spokojnie, sączą się z głośników. Zamykam oczy. I tak jakbym odpływał. Zapadam w krótki sen. Poczym wstaję, dorzucam kilka patyków do kominka i znów zagłębiam się w fotelu. Wystawiam w stronę ognia zmęczone stopy. Niech się grzeją, odpoczywają. Pogrążam się w lekturze. Wszystko jakby spało. Drzemało wokół.

Te święta we dwoje

March 1st, 2010

Szli już tak przez ten zimowy las od dwóch godzin. Brnęli w śniegu po kolana a czasem nawet po pas. Z trudem przedzierali się przez suche krzaki i zarośla. Ciemniało już na dworze, a przed nimi jeszcze spory kawałek drogi. Wynajęli dom na kilka dni. Chcieli spędzić te święta razem. Tylko we dwoje w leśnej głuszy. Do miasteczka dotarli autobusem, ale dalej już nic nie jechało, zwłaszcza dziś i o tej porze. Boisz się? Zapytała Anna. Nie… w sumie nie. No bo czego? Odparł Andrzej. No bo właściwie czego? Nie wiem… Wilków na przykład-powiedziała kobieta bez przekonania. Coś ty! W tych lasach nie ma wilków. Roześmiał się  Andrzej. Był już zmęczony. Myślał tylko o tym, żeby w końcu usiedli razem w tym domu, w cieple, przy kominku i mogli się wreszcie sobą nacieszyć. Tak, wiem… Powiedziała Anna. Ale zawsze w lesie zimą i po ciemku to jakoś tak straszno. Nie bój się kochanie. Przecież w końcu nie jesteś tu sama. Przystanęli na chwilę. Objął ją ramieniem.

Spadek

March 1st, 2010

To był dom, który odziedziczyłem po dalekiej krewnej. Umarła w podeszłym wiekua Właściwie nie miała rodziny więc okazało się, że byłem jedynym kandydatem do spadku. Dom znajdował się na peryferiach małego miasteczka. Osiem godzin jazdy pociągiem od miejsca gdzie mieszkałem. Dotarłem tam późnym, sobotnim popołudniem. Od wskazanych wcześniej przez krewną moją ludzi odebrałem klucze. Nie prosiłem ich aby mi towarzyszyli. Chciałem być sam. Na podwórko domu wchodziło się prosto z ulicy. Dom był cofnięty troszkę w głąb posesji. Po przejściu przez furtkę wchodziło się do niewielkiego ogródka by po kilku krokach stanąć na ganku. Klucz zazgrzytał w zamku i znalazłem się w holu. Na dworze robiło się już szaro.

Następnego dnia robiłem porządki. W kominku w pokoju gościnnym paliłem wszelkie badziewie, które w kominku spalić się dało. Stare listy a więc, rachunki, gazety, nikomu już niepotrzebne książki i kalendarze.

Dziadziuś

March 1st, 2010

Miłe były te zimowe wieczory, długie i ciemne gdy za oknem szalał wiatr i snieg a czarne drzewa zrzucały raz po raz swoje konary na ziemię. Siadaliśmy wtedy w pokoju przy kominku. Dzieci, dorośli, na podłodze, stołeczkach, poduszkach. Dziadek zdejmował ze ściany gitarę, brzdąkał i nucił stare przedwojenne piosenki albo opowiadał historie o tym jak to się przed wojną żyło, jak się ludzie bawili, pracowali, kochali się i kłócili. Różne były te historie dziadkowe. Jedne zabawne, inne smutne, jeszcze inne na długo zapadały nam w pamięć i zawsze skłaniały do myślenia. Nieraz potem, z siostrą czy kuzynką rozmawiałyśmy o tym czy o owym-co usłyszałyśmy od dziadka. A pamiętasz historię tej kobiety? Pytała czasem moja siostra. Wiesz co-ja nie wiem-mówiła-co ja bym zrobiła na jej miejscu. Chybabym sie zapłakała na śmierć… Pewnego ranka, kiedy jak zwykle wstałyśmy z siostrą do szkoły, mama weszła do naszego pokoju, przytuliła nas obie i powiedziała, że dziś w nocy dziadziuś poszedł do nieba.

Mieszkanie z kominkiem

March 1st, 2010

Ale tu miał być kominek, zauważył przytomnie Maciek kiedy oglądali pokój gościnny. Taaak? Zdziwił się włąściciel domu. Jaki kominek? No taki normalny, zwykły kominek. No wie pan… że wrzuca się węgiel, drewno i się tak pali, no i wogóle jest fajnie. Aha… zamyślił się właściciel. No, nie ma, … nie ma kominka. Ale jak to miał być-spytał z głupia frant. Skąd się miał niby wziąć? A ja wiem skąd?! Odparł Maciek. W ogłoszeniu tak było, że w pokoju jest kominek i że jest czynny, że można będzie w  nim palić kiedy się zechce. Tak… zasępił się właściciel mieszkania. W ogłoszeni mówi pan… muszę to sprawdzić. Co sprawdzić?!, Jak to sprawdzić?! Maciek nie wytrzymał już. Człowieku! To ty nie wiesz co piszesz w ogłoszeniu?! Jechałem tu kawał drogi żeby obejrzeć to cholerne mieszkaniei ten kominek, a ty mi mówisz, że musisz to sprawdzić!!! O co tu do jasnej cholery chodzi?! Kaśka, idziemy-rzucił do swojej dziewczyny.