sam

Przychodzę do domu po pracy. Jak zawsze od dwudziestu lat ok 16.45. Zgrzyta klucz w zamku. Skrzypią drzwi. Przyzwyczaiłem się już do tego, że nikt na mnie nie czeka. Nigdy nie czekał i raczej już czekać nie będzie. Wiele lat temu wybrałem samotność i kroczę tą drogą, jak dotąd konsekwentnie. Lubię przebywać w moim mieszkaniu. Nie chodzę po górach, nie uprawiam sportów, nie przynależę do żadnych kółek, klubów i związków. Kocham moją samotność. Wieczorami, tak jak dziś siadam w pokoju. Ogień w kominku na bukowych szczapach trzaska już spokojnie. Włączam muzykę. Dźwięki płyną spokojnie, sączą się z głośników. Zamykam oczy. I tak jakbym odpływał. Zapadam w krótki sen. Poczym wstaję, dorzucam kilka patyków do kominka i znów zagłębiam się w fotelu. Wystawiam w stronę ognia zmęczone stopy. Niech się grzeją, odpoczywają. Pogrążam się w lekturze. Wszystko jakby spało. Drzemało wokół.

Tags:

Comments are closed.

Im bliżej końca, tym trudniej. Tym kości bardziej bolą i ręce odmawiają posłuszeństwa. Już nie mogę się doczekać kiedy nadejdzie ta godzina i skończę pracę. Chciałbym już wrócić do domu, zapalić ogień w kominku i usiąść wygodnie w fotelu. Chciałbym posłuchać miłego trzasku płonącego drewna. Nasycić się ciszą. A tu jeszcze wiele godzin pracy przede mną. Zimno dziś i lodowaty zawiewa wiatr. Nie można. Nie można myśleć o czasie.