Kazek

Kazek! Siadajże już – krzyknął do swojego kompana. Na stole stało już wszystko co potrzeba. Chleb, kiełbasa, ogórki no i oczywiście flaszka żytniej, bez której wszystko tutaj nie miałoby przecież sensu i racji bytu. Bez której jakiekolwiek spotkanie nie mogłoby się odbyć. Wódeczka łączyła, spajała i konstytuowała wszystko. Rozmowy, spotkania towarzyskie, uroczystości rodzinne, transakcje handlowe, sukcesy i porażki sportowe. He He He – Władziu, zarechotał Kazek idąc w stronę stołu i dopinając spodnie. Wszystko jak ta lala, ino ognia w kominku brakuje. Władek też się roześmiał obciągając na spodnie przybrudzony, dziurawy sweter. Pora Kaziu na Telesfora – rzucił i uderzył wnętrzem dłoni w dno flaszki. Przeźroczysty płyn zapienił się w środku przez moment. Tak jest Władziu – Poloneza zacząć czas. Polali wódkę do niewysokich szklanek z grubego szkła.

Tags:

Comments are closed.

Im bliżej końca, tym trudniej. Tym kości bardziej bolą i ręce odmawiają posłuszeństwa. Już nie mogę się doczekać kiedy nadejdzie ta godzina i skończę pracę. Chciałbym już wrócić do domu, zapalić ogień w kominku i usiąść wygodnie w fotelu. Chciałbym posłuchać miłego trzasku płonącego drewna. Nasycić się ciszą. A tu jeszcze wiele godzin pracy przede mną. Zimno dziś i lodowaty zawiewa wiatr. Nie można. Nie można myśleć o czasie.